Blog
Nie uratuję klienta

Nie uratuję klienta

Coach nie jest od tego, żeby ratować klienta. Nie jest też od tego, żeby brać za niego odpowiedzialność.

Dlaczego o tym piszę?

Przykład z życia

Usłyszałam ostatnio od zleceniodawcy, że poprzedni coach nie był dobry, bo nie zrealizował nadziei, jakie pokładano w procesie. Coachee miał być lepszym pracownikiem. Wydajniejszym. Bardziej zdecydowanym. Po bliżej analizie okazało się, że zasadniczymi błędami coacha były

  • nieprzeprowadzenie spotkania trójstronnego (coach-klient-sponsor) 
  • brak raportu klienta i coacha z wyników i ich wpływie na pracę jednostki oraz organizacji
  • pominięcie jakiekolwiek informacji zwrotnej dla sponsora procesu, który także jest klientem, w duchu rozumienia, że tylko coachee jest klientem.

Błędem coacha nie był brak wyników, bo za nie ponosi odpowiedzialność klient.

Coaching to proces usamodzielniania i poszerzania strefy wpływu, a nie podpórka, a tym bardziej nie ostatnia deska ratunku.

Ale ta sytuacja otworzyła mi oczy na pytanie: co coach może w procesie?

Zaznaczę: coach definiowany według kompetencji International Coach Federation

Zadania coacha

Z moje perspektywy głównym zadaniem coacha jest obudzenie odpowiedzialności i sprawczości klienta po to, aby był w stanie realizować swoje cele.

Jeśli przyjąć metaforę podróży z punktu A do B, to coach jest po to, aby klient samodzielnie zbudował sobie coś – samochód, balon, tratwę, żeby się tam dostać. To on/ona sprawia, że mądrość, która jest ukryta w człowieku wyłania się z nieświadomości. Ma też, poprzez pytania i informację zwrotną, wpływ na poziom energetyczny klienta, samoświadomość, motywację, zapał i wiarę w siebie.

Jako coach mam okazję być świadkiem (i bardzo to sobie cenię), kiedy taka nieuświadomiona moc i wiedza staje się realnym, wykorzystanym zasobem coachee. Co się wtedy może wydarzyć? Wszystko, cuda, fajerwerki. Rzeczy zostają zrobione do końca, problemy stają się możliwościami, następuje transformacja.
To ma miejsce, gdy jestem w pełni obecna, świadoma i mam odwagę nawiązać więź z klientem (dare to bond Sylviane Cannio).

Słuchanie

Kluczową rolę w wyłanianiu się tego, co ukryte, ma słuchanie coacha. Słuchanie na wielu poziomach.
Słuchanie słów. Wsłuchiwanie się w ton głosu Obserwacja mowy ciała, a przez nią dochodzenie do emocji coachee, jego/jej przekonań na temat siebie i tego, co jest możliwe.

Wyobraź sobie, że to słuchanie jest niczym odbieranie świata wszystkimi zmysłami. Przypomina synestezję. Stan, w którym osoba jest w stanie słyszeć kolory i poczuć dźwięki.

Słuchając na wielu poziomach bardzo łatwo usłyszeć też głosy w swojej głowie.
Coach ma także przekonania i uprzedzenia. Dobrze jest weryfikować, to co się słyszy. Czy to moje ograniczające przekonanie, czy w miarę neutralna informacja zwrotna? Dzielić się z klientem, czy też nie? Jak mu to może pomóc w wynurzaniu się jego własnej samoświadomości?

W takim porządku sesji niezwykle ważna jest samowiedza coacha. Eksplorowanie własnych ograniczeń, gremlinów, przekonań, małych głosów, które mówią nam w głowie jak jest. Co to jest PRAWDA.
Bycie w pełni obecnym to wielopoziomowe słuchanie klienta i siebie samego. Poznanie, jak słuchamy, czego słuchamy, co słyszymy, jak na tej podstawie formujemy pytania to ogromna przestrzeń rozwoju profesjonalisty.

Słuchanie synestezyjne i pełna obecność pomagają znajdować mocne pytania, bo przecież to nie coach stworzy samoświadomość za klienta. Ona się pojawia w wyniku pogłębionej refleksji i odpowiedzi.

Jeśli zauważysz oznaki głębokiej zadumy (hmmm, to ciekawe, nigdy tak tego nie postrzegałam, zamyślenie) dobrze wtedy zostawić z tym klienta. Dać mu na nią przestrzeń, aby po odpowiednim czasie zapytać:

  • Co się pojawiło?
  • Co się zmieniło?
  • Co to pytanie/myśl dla ciebie otwiera/zmienia?

Jest to także idealny moment na przejście od refleksji do akcji.

  • Kiedy masz już tą świadomość, co chcesz z tym zrobić?
  • Jeśli ktoś by ciebie obserwował z tą nową świadomością, co by usłyszał lub widział?

Podsumowanie

Według mnie, odpowiedzialność coacha oznacza: wesprzeć klienta w procesie budzenia świadomości, dzięki której będzie osiągał cele (do tego potrzeba także chęci i dojrzałości coachee, ale to już inna opowieść). I jeśli nie umówiono się na te cele sensownie w trakcie spotkania trójstronnego (coach-coachee-sponsor), to mogę być one dalekie od tego, co zamierzał płacący.

Kiedy chcesz by twój pracownik został uratowany, a nie uratował się, dzwoń po supermena.

Tags :

Dodaj komentarz